Odmrażanie biblioteki

14 stycznia bieżącego (2020) Microsoft odciął wsparcie dla Windows 7. Sporo mnie to kosztowało, i nie mówię tylko o pieniądzach, ponieważ wersję siódmą uważałem za bardzo udany produkt, z którego nie chciałem rezygnować. Trochę lamentowałem, ale wyjścia nie było. Windows w wersji 10. wylądował na moim PC.

Od lat pracuję jako grafik, operator DTP, projektant i jedną z kluczowych możliwości systemu operacyjnego jest dla mnie posiadanie w zasięgu biblioteki fontów, których używam właściwie każdego dnia. Nazbierałem ich pokaźną ilość, co szczególnie przydaje się przy projektach wydawnictw wielostronicowych i okazjonalnych typu plakaty, ulotki itp. Łącznie wszystkich posiadanych/kupionych krojów mam prawdopodobnie około 15 000. Sporo, nie wszystkich używam, ale przy tak bogatym wachlarzu narzędzi pracy, zdecydowanie łatwiej opracować coś typograficznie atrakcyjnego.

Tyle tytułem wstępu. Czemu właściwie o tym piszę? Ponieważ Windows 10 zaskakuje mnie (i chyba nie tylko mnie) na każdym kroku i niemal codziennie. Najczęściej negatywnie.

Po przesiadce na nowy system zacząłem gromadzić zasoby narzędzi, co wiązało się ze żmudnym instalowaniem wszystkiego od początku i testowaniem czy działa. Jednym kroków była instalacja biblioteki fontów, którą opracowałem jako „must have”, zawierającej nieco ponad 4000 krojów. I niby wszystko fajnie, jakie jednak było moje zaskoczenie kiedy próba uruchomienia menedżera FontExpert skończyła się spektakularnym, kilkunastominutowym zawieszeniem komputera. Na początku sądziłem, że może to być wina wersji menedżera. Zainstalowałem więc wersję 2019. Jedyne co zaobserwowałem, to jeszcze dłuższy czas uruchamiania. Do tego, jak już dostąpiłem łaski załadowania biblioteki, zmiana kroju na jakikolwiek inny w którymkolwiek z programów skutkowała kolejnym zmrożeniem na kilka minut. Poirytowany postanowiłem przetestować inne menedżery.

Sądziłem, że może to być wina FontExperta. Nie, tak było w każdym kolejnym przypadku. Szok i rozpacz, szczególnie, że na Windows 7 taka sytuacja nie miała nigdy miejsca.

Srogo poirytowany postanowiłem zapytać co na ten temat ma do powiedzenia google. Przebrnąłem przez kilka forów, aż natknąłem się na wpis, który pomógł mi rozwikłać problem.

Okazuje się, że Windows 10 wśród swoich wielu, często nieprzydatnych usług, posiada jedną, która skutecznie blokuje zarządzanie bibliotekami krojów. Mowa o, pokracznie przy okazji przetłumaczonej, usłudze: Usług systemu Windows buforowania czcionek.

Wielkie brawa za finezję nazewniczą, ale czytając opis usługi, jest jeszcze zabawniej. Poprawia wydajność aplikacji dzięki buforowaniu danych często używanych czcionek. Jeśli ta usługa jeszcze nie działa, zostanie uruchomiona przez aplikacje. Usługę można wyłączyć, ale zmniejszy to wydajność aplikacji.

W moim przypadku ta usługa absolutnie niczego nie poprawia. Jestem skłonny stwierdzić, że nawet pogarsza. Jej aktywność powoduje niewyobrażalne wręcz spowolnienie działania wszystkich programów, które korzystają z aktywnych krojów w systemie.

W moim przypadku wyłączenie tej usługi okazało się tym, czego potrzebowałem. Jedyne zmiany, które zauważyłem, to płynniejsza praca systemu. Polecam ten patent, jeżeli ktoś boryka się z podobnym problemem.

Luty 2020
Konrad